Jesienią czajnik pracuje częściej niż latem cała kuchnia. Herbata rano, herbata po powrocie z deszczu, coś ciepłego wieczorem. Problem w tym, że zwykła czarna z cukrem to głównie kofeina i puste kalorie, a torebkowe „herbatki zimowe" ze sklepu bywają w większości aromatem. Poniżej pięć naparów, które naprawdę rozgrzewają, kosztują grosze i da się je zrobić z tego, co jest w kuchni albo na straganie we wrześniu i październiku.
Imbir z cytryną, bez cukru
Klasyk, ale zwykle robiony źle. Świeży imbir, kawałek wielkości kciuka, pokrojony w cienkie plastry i zalany wrzątkiem na 10 minut pod przykryciem, daje napar ostry i wyraźnie rozgrzewający. Cytrynę dodaje się dopiero, gdy napar lekko przestygnie, bo we wrzątku traci smak. Zamiast cukru odrobina miodu, też do ciepłego, nie gorącego. Korzeń imbiru kosztuje w markecie 15 do 30 zł za kilogram, a jeden korzeń starcza na tydzień. Przechowywany w lodówce w papierze wytrzymuje kilka tygodni.
Lipa i malina, jesienny duet
Suszony kwiat lipy z apteki albo sklepu zielarskiego za 5 do 10 zł za opakowanie to napar delikatny, lekko słodkawy, dobry wieczorem, bo nie ma kofeiny. Łączy się go z sokiem malinowym, najlepiej własnym albo takim, w którym maliny są pierwsze w składzie, nie cukier. W sezonie, czyli właśnie teraz, warto zamrozić kilka opakowań malin z dyskontu i przez zimę wrzucać garść do kubka z gorącą wodą. Rozmrażają się w minutę, oddają smak i kolor, a cukru w tym nie ma wcale.
Jabłko z cynamonem prosto z garnka
To bardziej kompot niż herbata, ale w chłodny wieczór działa lepiej niż cokolwiek z torebki. Dwa jabłka pokrojone w ćwiartki ze skórką, laska cynamonu albo pół łyżeczki mielonego, dwa goździki, litr wody, gotować 15 minut. Jabłka jesienią kosztują 2 do 4 zł za kilogram, więc litr takiego naparu wychodzi taniej niż jedna torebka herbaty owocowej z wyższej półki. Miękkie jabłka z garnka można zjeść na deser albo dodać do owsianki.
Czarna i zielona, ale z dodatkami
Zwykła herbata też może rozgrzewać, jeśli dorzucić do niej przyprawy. Plaster imbiru, ziarno kardamonu rozgniecione nożem, kawałek skórki pomarańczy. Zaparzone razem z liśćmi dają napar w stylu indyjskiej herbaty z przyprawami, bez mleka i bez cukru. Gorsza wiadomość: kofeina w czarnej herbacie działa pobudzająco, więc wieczorem lepiej sięgnąć po lipę, rumianek albo jabłko z cynamonem. Zielona zaparzana wodą o temperaturze 70 do 80 stopni, nie wrzątkiem, jest łagodniejsza i nie gorzknieje.
Czego unikać
- Herbat „rozgrzewających" w saszetkach do rozpuszczania — to zwykle cukier, aromat i barwnik. Rozgrzewa tak samo jak gorąca woda, kosztuje więcej.
- Syropów owocowych z cukrem na pierwszym miejscu składu — łyżka takiego syropu to niemal łyżeczka czystego cukru.
- Zbyt gorących naparów — picie wrzątku nie rozgrzewa bardziej, za to podrażnia gardło, które jesienią i tak ma pod górkę.
- Zbyt dużej ilości imbiru — dwa, trzy kubki dziennie to rozsądna granica, więcej potrafi podrażnić żołądek.
Cały jesienny zestaw, czyli korzeń imbiru, opakowanie lipy, cynamon w laskach, kilka cytryn i jabłka, kosztuje mniej niż 40 zł i starcza na kilka tygodni. Torebkowe herbaty smakowe za tę kwotę skończą się po dwóch.

